Komisja weryfikacyjna sprawdza kolejną nieruchomość zreprywatyzowaną przez ratusz. Rozprawa dotyczy działki w Śródmieściu, na której potem powstał nietypowy, kieszonkowy biurowiec.

Kurator zastąpił zmarłego właściciela

Urzędnicy zwrócili ją, choć brakowało jednego z dawnych właścicieli. Lukę miał wypełnić kurator. Nikt w urzędzie miasta nie zorientował się, że właściciel nie żył już na pięć lat przed zwrotem działki. Dwójce wspólników w tej reprywatyzacji – spadkobierczyni i inwestorowi, który kupił część roszczeń – pomógł obywatel Polski z ukraińskim paszportem. Przed notariuszem podawał się za stuletniego przedwojennego właściciela, przypadała na niego drobna część działki. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało: to samo nazwisko, to samo imię.

To pracownicy urzędu dzielnicy Śródmieścia zorientowali się, że urzędnicy od reprywatyzacji w ratuszu coś przeoczyli. Ustalili, że prawdziwy właściciel zmarł w latach 70. Jednak było już późno, seria błędów poszła za daleko. Nie przesłali np. kompletu akt sprawy, gdy reprywatyzację badał sąd. Nie udało się zablokować obrotu działką, a przy Pięknej 49 powstał siedmiopiętrowy biurowiec.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.