Performer twierdzi, że prowokuje, by zmusić do myślenia. O pielęgniarkach zarabiających grosze, o kobietach, które – jego zdaniem – w Kościele nie mają żadnych praw. Tym razem chciał zwrócić uwagę na kwestię osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. A przede wszystkim na bierność kościelnych hierarchów. – Kardynał Nycz przyjechał do sejmu, wszedł i wyszedł. Niczego to nie zmieniło, Kościół nie zajął stanowiska w sprawie protestu – mówi Hajncel.

W czwartek w długiej szacie, peruce i koronie cierniowej próbował dołączyć do warszawskiej procesji Bożego Ciała. Na ul. Koziej został otoczony przez pięciu policjantów. – Mówili, że obrażam uczucia religijne, ale ja tylko stałem i gestem pozdrawiałem uczestników procesji, nikogo nie obraziłem. Wskazali więc na paragraf mówiący o złośliwym zakłóceniu aktu religijnego. Odpowiedziałem, że nie mają przesłanek, by mnie o to podejrzewać i to oni zachowują się w sposób nieadekwatny do sytuacji. Wtedy zaczęły się przytyki osobiste. Policjanci stwierdzili, że jestem nienormalny i mogą zatrzymać mnie jako niepoczytalnego – relacjonuje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej