- Przed zimą widziałam w nim namioty bezdomnych. Już wtedy domek był w stanie totalnego rozkładu. Nie jestem fachowcem i trudno mi ocenić, ale wyglądał tak, jakby nie było z niego czego ratować – mówi Bożena Dudko, dziennikarka i redaktorka, sekretarz jury Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki.

Domek jest ostańcem osiedla, które zaraz po wojnie wyrosło na Polu Mokotowskim między dzisiejszym terenem Biblioteki Narodowej a ul. Wawelską. Małe drewniane chatki były darem ZSRR dla zburzonej Warszawy. Związek Radziecki dostał je wcześniej od Finlandii jako reparacje wojenne. Do Warszawy w 1945 r. przyjechało w elementach 500 fińskich domków. Zbudowano z nich trzy osiedla: na Górnym Ujazdowie (przy ul. Jazdów), Dolnym Ujazdowie (przy ul. Szwoleżerów) i na Polu Mokotowskim. To ostatnie było największe, składało się ze 167 drewniaków, z których do dziś ocalały tylko dwa. Stoją w sąsiedztwie Biblioteki Narodowej, przy biegnącej przez Pole Mokotowskie ulicy Leszowej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej