„Błyskawiczna poprawa samopoczucia”, „Pełna dyskrecja i anonimowość”, „Przywracamy równowagę organizmu” – to kilka haseł, którymi reklamują się tzw. pogotowia na kaca. Pracują w nich zawodowi lekarze.

Cierpią wszyscy

W Warszawie działa kilka takich firm. Wszystkie na podobnych zasadach. Numery można znaleźć w internecie. Infolinia, w której pracuje Wojtek, czynna jest 24 godziny na dobę. – Dzwoni około 10 osób dziennie. W weekendy więcej. Rano, w południe, nie ma reguły. Dzwonią ci, którzy przeholowali z alkoholem, a za kilka godzin muszą być w pracy, bo mają ważne spotkanie biznesowe, ale i tacy, którzy muszą wyjść z kilkudniowego cugu. Coraz częściej jednak powodem telefonów są narkotyki. Dzwoni mężczyzna, mówi, co wziął i jak się czuje, że coś jest nie tak, boi się – opowiada Wojtek.

Każda rozmowa zaczyna się tak samo. Pacjenci mówią: „Dzień dobry, potrzebuję pomocy”. Zdarza się, że dzwonią rodzice, bo dziecko coś wzięło, lub odwrotnie – dzieci w sprawie pijanego ojca. – Z naszych usług korzystają kobiety i mężczyźni, starsi i młodsi. Używki są demokratyczne. Cierpią od nich wszyscy – dodaje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej