Piotr Wesołowicz: Upadł pan od razu, na starcie. Po takiej traumie już wrócił pan do treningów?

Artur Nogal, panczenista: Jadę do Mińska na Puchar Świata w sprincie drużynowym. Namówili mnie Piotr Michalski i Sebastian Kłosiński, mamy szansę na podium. Dziękuję chłopakom. Powiedzieli, żebym wziął się za siebie, że świat się nie skończył. Bez nich nie zebrałbym się z domu. Była myśl, by to wszystko pieprznąć.

Emocje opadły?

– Dziś w gazecie widziałem zdjęcie, jak upadam. Ale nie mam wyjścia, muszę się odciąć.

Widział pan powtórki?

– Ani razu. Nie chcę do tego wracać. Wrzuciłem na Facebooka zdjęcie ze startu. Widać, że początek biegu był świetny, byłem o łyżwę szybszy od rywala. Choć może lepiej, żebym nie włączał komputera.

Hejt?

– Najgorsza fala za mną. Po starcie nie włączałem telefonu przez 24 godziny. Odciąłem się, zwiedzałem wioskę. W skrzynce czekało kilka cierpkich wiadomości. Przyszły po samym starcie. Potem zacząłem dostawać wyrazy wsparcia.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej