Bloku pod numerem 10 już dawno nie ma na Tatrzańskiej. Niemcy spalili go podczas powstania warszawskiego. Przed wojną w tej czteropiętrowej kamienicy mieszkał Stanisław Grzesiuk z rodzicami, starszym bratem Wacławem i młodszą siostrą Krystyną. Ale de facto wychowywała go ulica. Podrapeć, Rogatki, Wojtówka czy Szmuklerze to znane rejony czerniakowskiego getta, po którym grasował młody Grzesiuk z koleżkami. Z nudów chodzili do parku Sieleckiego – na potańcówki, huśtawki albo na strzelnicę. To była jedyna rozrywka kulturalna na Czerniakowie. Nikt obcy z miasta tam nie zaglądał. Chłopaki z Dołu – jak nazywano Dolny Mokotów i Powiśle – nie tolerowali arystokracji w kapeluszach. U nich na podwórku nosiło się kraciaste czapki i czerwone apaszki. Im jaskrawsza krata i czerwieńsza apaszka, tym większy przystojniak. I swojak – z jednej ferajny.

Grzesiuk byłby dziś blokersem

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej