Tak naprawdę obwodnica jest potrzebna na co dzień, a nie od święta. Czekają na nią mieszkańcy Marek udręczeni korkami i tranzytem ciężarówek (70 tys. pojazdów na dobę!). Czekają też kierowcy, którzy tracą nawet 45 minut, żeby wydostać się z Warszawy w kierunku Podlasia czy podstołecznych miejscowości. Codzienne dojazdy do pracy przez Marki są koszmarem. Nie tylko dla zmotoryzowanych, ale też pasażerów autobusów.

Wszyscy odetchnęliby z ulgą, gdyby w końcu udało się otworzyć prowadzącą obok trasę ekspresową S8. Projektowanie i budowa 15-kilometrowego odcinka ciągnie się już trzy lata. Pod koniec listopada 2014 r. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podpisała dwa kontrakty z włoskimi firmami Astaldi i Salini. Termin zakończenia robót wyznaczono na lipiec 2017 r. Potem, głównie z powodu przedłużających się badań archeologicznych i niesprzyjającej pogody, został przesunięty na październik. Na czas zdążyło tylko Astaldi. W drugiej połowie listopada firma zgłosiła swój fragment do odbioru wojewódzkiemu nadzorowi budowlanemu. Trzeba go jeszcze podłączyć do istniejącej obwodnicy Radzymina. Według Mateusza Witczyńskiego, rzecznika Astaldi, prace wykończeniowe zajmą przy dobrej pogodzie trzy tygodnie. Obie jezdnie będą zwężone do dwóch pasów ruchu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej