Spotykamy się w czwartek po południu w siedzibie przy ul. Zamoyskiego. Po kilku minutach rozmowę przerywa dzwonek komórki dyrektora. Pan Tomek, oświetleniowiec z teatru. Mówi, że następnego dnia nie przyjdzie do pracy, bo ma skierowanie na toksykologię w szpitalu. To czwarty pracownik, który po ostatnim ataku wymagał hospitalizacji.

W niedzielę Teatr Powszechny pokazał spektakl „Upadanie” Árpáda Schillinga, węgierskiego reżysera i opozycjonisty. Przedstawienie w formie rodzinnej tragifarsy pokazuje mechanizm narastania prawicowego radykalizmu i przemocy w życiu publicznym.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej