Trwała druga kwarta meczu Legii z GTK Gliwice. Poziom na Torwarze był słaby, ale akurat w tym momencie koszykarze zasłużyli na brawa. Łukasz Wilczek podał do Huntera Mickelsona, Amerykanin potężnie wsadził piłkę do kosza.

Normalsi nie przyjdą

Ale kibiców Legii zbytnio to nie obeszło. Byli zajęci wyzywaniem koszykarzy z GTK. Wcześniej lżyli sędziów i kibiców rywali, pozdrawiali przyjaciół z więzienia, wulgarnie wyrażali nienawiść do policji. „Gliwicka kur..., sprzedałaś się”, „Ssij pałę, ssij”, „Polscy sędziowie to kur... sprzedawczykowie” – bywalcy stadionów futbolowych do tego rynsztokowego repertuaru przywykli, fani innych sportów go nie znają.

Na parkiet „kibice” spojrzeli dopiero w czwartej kwarcie, gdy rzuty wolne wykonywał zawodnik z Gliwic. Obrzucili go stekiem przekleństw.

Brunetki i jej chłopaka już wtedy w hali nie było. Nie wytrzymali.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej