O Tykocińskiej 30 i 40 pisaliśmy po raz pierwszy w 2005 r. Potem jeszcze wiele razy opisywaliśmy perypetie lokatorów. – Od tej sprawy zaczynam wariować – mówił dwa lata temu jeden z nich, malarz Adam Kozłowski. – My tu nie jesteśmy w stanie pojąć, jak możliwe jest to, co dzieje się z domem, w którym żyjemy. Wiadomo, że testament był sfałszowany. A jednak wszyscy są bezsilni, działa jakaś upiorna machina. My, mieszkańcy, czujemy się jak wkładka mięsna.

Było tak: w 2002 r. gmina przekazała budynki w prywatne ręce.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej