Ech, Janusz Rudnicki… – Dorota Masłowska długo patrzy w okno, a za oknem pl. Wilsona.

Siedzimy rano w kawiarni Blikle przy kawie i ciasteczku na spółę. Wszystko, co pisze i mówi Dorota, jest dla mnie ważne pod względem artystycznym i humorystycznym. I ciekaw byłem cholernie, co powie o Januszu, który tydzień temu brawurowo rozpoczął w „Magazynie Stołecznym” literacki cykl o Warszawie. – To błyskotliwy pisarz, utalentowany eseista, człowiek ogromnej kultury. Gdy się widzieliśmy na Paszportach „Polityki”, strzelił mi ze stanika.

Mówią "dzień dobry" i sprzątają po psach

Niezbyt często chodzę do kawiarni Blikle na pl. Wilsona. Tak naprawdę byłem tam raz, z Dorotą. Choć jestem warszawiakiem, mieszkam w Miasteczku Wilanów. Autochtonom to się właściwie nie zdarza. W czasach mojego dzieciństwa były tu jedynie pola kapusty, chaszcze, krzaki, romantyczne wrzosowiska. Mieszkam daleko. Rzadko bywam w Kulturalnej, w Czytelniku (bo niby po co?) czy na Nowym Świecie, choć Amatorska siedzi mi w sercu od czasów szkolnych.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej