Środek nocy na jednej z cyklicznych warszawskich imprez. Są tutaj hipsterzy, artystki, popularni blogerzy i publicyści, nastolatki w podartych kabaretkach i chłopcy w koszulkach z orzełkiem. Na oko średnia wieku to osiemnaście, może dwadzieścia lat. Jest też dużo kolorowych pigułek, przezroczystych kryształków i listków z psychodelicznym nadrukiem. Zdradzają to nienaturalnych rozmiarów źrenice i energia, by do świtu skakać i wić się w rytm elektronicznych dźwięków. Świadczy o tym również zainteresowanie, jakim cieszy się rozstawione na uboczu stoisko Społecznej Inicjatywy Narkopolityki.

– Ćpanie zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem. Dbamy, by było trochę bezpieczniejsze. Ludzie brali i będą brać, wszelkie zakazy są nieskuteczne. Dlatego stawiamy na redukcję szkód. Takie podejście, w przeciwieństwie do karania, może uratować czyjeś zdrowie, a nawet życie – mówi Ania, wolontariuszka SIN-u. Po chwili dostrzega nastolatka przewracającego się z boku na bok w zawieszonym między drzewami hamaku. Podchodzi, pyta, czy wszystko w porządku. Najwyraźniej w porządku nie jest, bo chłopak zostaje przeniesiony na rozłożony przy stoisku materac i na kilka godzin zasypia owinięty kocem.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej