Reportaż ukazał się w „Gazecie Stołecznej” w 36. rocznicę wybuchu w Rotundzie PKO, 15 lutego 2015 r.

———————————————————

Obok dwóch katastrof lotniczych – na Okęciu i w Lesie Kabackim – wybuch w Rotundzie PKO był największą tragedią w powojennej historii Warszawy. Zginęło 49 osób, ponad 70 zostało rannych. Budynek uległ zniszczeniu w 70 procentach.

Widziałam, jak załamuje się nad nami sufit

Zima 1978/79 r. była wyjątkowo śnieżna. Już wtedy nazwano ją zimą stulecia. Wzdłuż jezdni i chodników piętrzyły się zaspy, termometry wskazywały kilkanaście stopni poniżej zera. W czwartek 15 lutego pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu. Było pochmurno, mroźno, wiał lodowaty wiatr.

Minęło południe. W Rotundzie PKO – okrągłym budynku banku u zbiegu Alej Jerozolimskich i Marszałkowskiej – dobiegała końca ranna zmiana. Nie było tłoku, przed każdym okienkiem czekało kilka osób. Zofia Suchenek, kontrolerka rachunków oszczędnościowych, siedziała przy swoim biurku w głębi sali. Anna Chądzyńska zastępowała tego dnia koleżankę w jednej z kas. Skarbnicy Czesław Budnik i Lubomir Tatarczuk przebywali w podziemnym skarbcu. Bożena Zdunek przyjechała wcześniej na drugą zmianę zaczynającą się o godz. 13 i zeszła do urządzonej w podziemiach szatni. Barbara Zalewska właśnie zamknęła stoisko z loterią i wychodziła z Rotundy z kuponami. Gdy zegar na ścianie pokazał 12.40, potężny wybuch rozerwał budynek. Świadkowie, którzy widzieli to z daleka, mówili, że najpierw słychać było głuchy odgłos tąpnięcia, następnie Rotunda napęczniała jak bańka mydlana, pękła i wyrzuciła z siebie kawałki szkła i metalowych konstrukcji. W środku zarwały się stropy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej