Artykuł ukazał się w "Gazecie Stołecznej" 15 stycznia 2011 r.

Mieszkasz w Warszawie? Tam nie da się żyć – mówi Jacob Martin. – Warszawiacy nie umieją wykorzystywać czasu. Nie mają go, bo gonią za pieniądzem, który utożsamiają ze szczęściem. Kiedyś ludzie wieczorami przesiadywali na ławkach przed domami i gadali o wszystkim. Teraz mają czas tylko na to, aby siedzieć przed telewizorem. Wpadają w depresję, idą do psychologa. Tam przez godzinę gadają i płacą za to sto złotych. A przecież wystarczy rozmowa z sąsiadem.

Po chwili namysłu dodaje: – Zresztą tu, na wsi, jest nieco podobnie. Ludzie nie chcą współpracować. Każdy koniecznie musi mieć swój własny ciągnik. Świat jest głupi.

ZIEMIA

Jest najważniejsza, bo na niej człowiek buduje dom, wypasa bydło, sadzi warzywa. Wiele więcej nie potrzeba, aby żyć zgodnie z wolą Boga. Tylko się z tą ziemią uporać, wyczuć ją. Sprawić, aby rodziła. 1,5 hektara to mało, aby wykarmić dziewięcioosobową rodzinę, ale jeśli wszyscy razem na niej pracują, jest to możliwe. Nie trzeba jej grodzić. Płoty potęgują strach. Samotna amerykańska rodzina musi być odważna.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej