To jest „Wyborcza Classic”. Artykuł ukazał się 24 grudnia 2015 r.

—————————————————————

Do dziś nie wiadomo, kto 22 grudnia 1964 r. strzelał do konwojentów pod bankiem w Kamienicy pod Orłami. A przecież bandyci nie założyli na głowy choćby czapek. Widziało ich kilkadziesiąt osób, jeden ze świadków wręcz stanął z napastnikiem twarzą w twarz.

To ja szybko biegnę

Dom pod Orłami przy ul. Jasnej 1 zaprojektował architekt Jan Heurich, budowa zakończyła się w 1917 r. Charakterystycznym elementem budynku były rzeźby dwóch orłów wieńczące narożniki. W czasie powstania warszawskiego gmach legł w gruzach. Odbudowano go po wojnie według projektu Barbary Brukalskiej. Wówczas główne wejście przesunięto na środek frontowej ściany.

To właśnie pod to wejście o godz. 18.30 zajechał samochód z konwojentami z Centralnego Domu Towarowego przy Brackiej. Między drzwiami banku a drzwiami auta było nie więcej niż sześć metrów. Za kierownicą siedział Władysław Bogdalski, obok niego strażnik Zdzisław Skoczek, z tyłu kasjerka Jadwiga Michałowska i drugi strażnik Stanisław Piętka. CDT (późniejszy Smyk) nie dzielił od III Oddziału Narodowego Banku Polskiego nawet kilometr. Konwój co wieczór jechał tą samą krótką trasą: Bracką, Szpitalną, przez pl. Warecki (dziś pl. Powstańców Warszawy) do Moniuszki i w lewo w Jasną.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej