Artykuł z cyklu „Warszawa Nieodbudowana" ukazał się w „Gazecie Stołecznej” 29 lutego 2008 r.

Wszystko rozegrało się błyskawicznie 25 maja 1906 r. w Kasie Przemysłowców Warszawskich. Bandyci wyciągnęli rewolwery. Coś krzyknęli. Ludzie skulili się, przywarli do ścian. Dwóch bandytów podbiegło do jednego z okienek kasowych. Nie zdążyli. Kasjer był szybszy. Zdołał zatrzasnąć okienko.

Naczelnik biura Ludwik Święcicki nie miał czasu na ocenę sytuacji. Działał instynktownie. Wyjął pistolet i strzelił do jednego z bandytów. Teraz wszystko wymknęło się spod kontroli. Bandyci wyciągnęli browningi i zaczęli strzelać na ślepo, do kogo popadnie. Kule rykoszetowały po dużej sali kasowej, trafiały w przypadkowych klientów i pracowników banku.

Bandyci niepostrzeżenie zniknęli, wynosząc swoich rannych kolegów. Ludzie umierali na posadzce, w banku słychać było jęki cierpiących. Z bólu zwijał się naczelnik Ludwik Święcicki. Obok niego leżał ciężko ranny urzędnik kasy Kazimierz Jeżewski. Śmiertelnie postrzelono Szaję Bukszpana.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej