Ewa samotnie wychowuje dwie córki. Młodsza dopiero dwa lata temu zaczęła naukę w podstawówce. Starsza – właśnie ją kończy. Całe dnie jest zajęta – albo siedzi w szkole, albo snuje się z książką po domu do późnego wieczora. I lepiej wtedy do niej nie podchodzić. – Nastroje są fatalne. Ona nie mówi, tylko na mnie warczy. Nastolatka plus kupa stresu – rozkłada bezradnie ręce Ewa.

W tygodniu pracuje do późna. Zdarza się, że wraca dopiero ok. godz. 20 i musi przygotować się na następny dzień do pracy, więc nie ma czasu i siły sprawdzać, czy starsza córka wszystkiego się nauczyła, bo jeszcze trzeba zająć się młodszą. Poza tym Ewa ma taką zasadę, że nie wtrąca się w odrabianie lekcji – powtarza, że ona już dawno temu skończyła szkołę i nie ma zamiaru repetować. Ale egzamin ósmoklasisty to wyjątkowa mobilizacja, dlatego posyła córkę na dodatkowe zajęcia. – Wysłałam ją na kursy przygotowawcze z polskiego i matematyki. Magda prawie nie udziela się towarzysko. W tygodniu haruje w szkole i po godzinach w domu, a w soboty chodzi na trzy i pół godziny na kursy. Nienawidzi mnie za to – Ewa usiłuje ubrać edukacyjną traumę w lekki żart.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej