Wojciech Karpieszuk: Pana szef, Jerzy Urban, mówił swego czasu, że mógłby pan go zastąpić na stanowisku naczelnego „Nie”. Rozumiem, że woli pan zostać prezydentem Warszawy.

Andrzej Rozenek, były poseł Twojego Ruchu, wicenaczelny tygodnika „Nie”, kandydat SLD na prezydenta Warszawy: Nie znam tej wypowiedzi, ale to bardzo miłe. Jerzy Urban jest dziennikarzem starej daty, jednym z najlepszych felietonistów w Polsce i człowiekiem o niebywałym intelekcie. Jeżeli mówi o kimś dobrze, to należy się cieszyć. Chociaż ostatnio poparł Patryka Jakiego [W filmie zamieszczonym na YouTube Urban mówi, że Warszawa była za mało zniszczona w powstaniu warszawskim. Żeby to dokończyć, będzie głosować na Jakiego – przyp. red.].

A jak to jest być kandydatem zastępczym? Zastąpił pan Andrzeja Celińskiego, który wdał się w wulgarną awanturę na Facebooku i Sojusz mu podziękował.

– Z jednej strony to mało komfortowe, bo mam cztery miesiące mniej na przygotowanie się do startu. Z drugiej strony jest to duży ukłon partii w moją stronę. W awaryjnej sytuacji zdecydowała się powierzyć mi rolę ratunkową. Wierzą, że jestem w stanie sobie poradzić.

Przyszedł do pana szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej Włodzimierz Czarzasty i powiedział: „Chłopie, ratuj”?

– Niezupełnie. Mieliśmy niezwiązaną z tą sprawą naradę. Analizowaliśmy różne koncepcje. Moja kandydatura pojawiła się nagle, kiedy sytuacja się rozwijała. Wiedzieliśmy, że trzeba reagować szybko. Na decyzję o kandydowaniu miałem trzy godziny.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej