W wielu artykułach na temat edukacji wypowiadają się sami dorośli – nauczyciele i rodzice. Postanowiliśmy odwrócić sytuację i zapytać wyłącznie uczniów. Z uczniami warszawskich szkół rozmawiamy o tym, jakie zachowania nauczycieli są dla nich najbardziej bolesne.

Ewa, XXVIII LO im. Jana Kochanowskiego:

Kiedy zgłosiłam ówczesnemu dyrektorowi jednej z lepszych warszawskich szkół, że jestem nękana przez rówieśników, obrażana i wyzywana, np. słowem „kurwa”, usłyszałam w odpowiedzi, że powinnam przemyśleć swoje zachowanie, skoro tak mnie nazywają. Od nauczycieli dostawało się wszystkim tym, którzy nie wpisywali się w narzucony schemat. Udział w „czarnym proteście” czy Paradzie Równości był równoznaczny z wejściem w konflikt z kilkoma osobami z grona pedagogicznego.

Ola, szkoła podstawowa, nie chce podawać nazwy:

Moja wychowawczyni miała jakiś problem z wysokością zarobków moich rodziców. Zawsze dobrze nam się powodziło, jeździłam na wakacje z rodziną, ale w podstawówce byłam z tego powodu szykanowana. Nauczycielka potrafiła powiedzieć kolegom z klasy, pod moją nieobecność, że na pewno mnie nie ma, bo wyleguję się na plaży, a oni muszą się uczyć. Nie miało to pozytywnego wpływu na moje relacje z rówieśnikami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej