W ten sposób nie powstała jeszcze ani jedna przeprawa nad polską rzeką. – Specjalnie na potrzeby naszej inwestycji ściągnęliśmy maszynę, która właściwie sama będzie budowała most. Przyjechała w 40 kontenerach, głównie z Chin – mówi Bartosz Sawicki, rzecznik tureckiej firmy Gülermak, która wiosną zaczęła prace na 500. kilometrze Wisły.

W tym miejscu rzeka jest najszersza w Warszawie – most z dojazdami będzie mieć aż 1,5 km długości. Na wawerski brzeg przyjechali ambasador Turcji i minister infrastruktury Andrzej Adamczyk (PiS). Zanim wcisnął czerwony guzik, uruchamiając machinę do wbijania pali, oznajmił, że nowym mostem mamy przejechać równo w setną rocznicę wielkiego zwycięstwa Polski nad bolszewikami w bitwie warszawskiej.

Decyzja o budowie tego odcinka południowej obwodnicy zapadła jednak pod rządami Donalda Tuska (PO) jesienią 2013 r. Ogłosił ją osobiście w kancelarii premiera. Ówczesny minister transportu Sławomir Nowak długo się wahał, bo przeznaczenie kilku miliardów złotych na jeden tylko odcinek drogi w stolicy mogłoby zostać źle odebrane przez resztę kraju. „Gazeta Stołeczna” postanowiła go przekonać – w kilka dni zebraliśmy wśród czytelników 4295 podpisów pod petycją. Bo sprawnie da się już ominąć największe miasta w Polsce, a Warszawa wciąż jest w gronie takich stolic europejskich jak Sarajewo, Tirana czy Kiszyniów – łączy nas brak obwodnic. Do lobbingu włączyła się też prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, nad którą wisiało widmo odwołania w referendum. Minęły cztery lata i budowa nowego kawałka obwodnicy na południu miasta wreszcie się rozkręca.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej