Olga, 54 lata

Sama zadzwoniła do redakcji, ale nie chciała się spotkać. – Nie wiedziałam, czy w ogóle dam radę o tym mówić – tłumaczy cichym głosem. – Wstydzę się tego, co się ze mną dzieje.

Nie ma pracy od roku.

– Praca w Warszawie jest, ale nie dla mnie. Skończyłam prawo na UW, ale nie pracowałam w zawodzie. Po studiach przez pięć lat uczyłam angielskiego w szkole, a potem mąż ściągnął mnie do swojej firmy. Miałam przerwę w pracy jedynie na urodzenie dziecka.

Dwa lata temu firma męża zbankrutowała; okazało się, że mąż mnie oszukiwał. Rozstaliśmy się, wyjechał za granicę. Córka jest dorosła, studiuje. Zamieszkałam z 80-letnią mamą, która wzięła pożyczkę z banku, na jej spłatę idzie jej emerytura. Nie mamy z czego żyć.

Założyłam działalność, zajęłam się marketingiem, ale mi nie szło, nie jestem przebojowa.

Wysyłałam swoje CV do banków, szkół, supermarketów, firm sprzątających, gastronomicznych, myślałam, że zatrudnię się jako pomoc w kuchni , i do agencji opiekunek – starałam się o pracę jako niania. Szukam przez internet, przeglądam ogłoszenia o pracę, odpowiadam na ogłoszenia wiszące na witrynach sklepowych. Wysłałam setki CV. Bez odzewu.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej