Początek grudnia, wieczór. Ziąb i ciemność. Okoliczności na spacer nie najlepsze, ale zakręcam szalik i przyjmuję, że atrakcje Szmulowizny (wiem, nie dość oczywiste dla wszystkich) można odkrywać w każdych warunkach. Krzysztof Michalski, tutejszy mieszkaniec i aktywista, prowadził w tym rejonie wiele spacerów i podobno zawsze się udawały.
Tym razem idziemy na wspólną wędrówkę profilowaną. Będziemy oglądać dzielnicę i rozmawiać o rewitalizacji. Mój przewodnik jest bowiem animatorem miejskiego programu rewitalizacji na praskiej Szmulowiźnie. Zatem jeśli ktoś po pierwszych zdaniach wstępu pomyślał, że tym razem w naszym serwisie będzie jakiś tekst o survivalu, to sorry, ale znów będzie o tym, co zawsze.

Krzysztof Michalski (w środku), animator programu rewitalizacji, podczas prowadzenia jednego ze spacerów po SzmulowiźnieKrzysztof Michalski (w środku), animator programu rewitalizacji, podczas prowadzenia jednego ze spacerów po Szmulowiźnie Fot. Ewa Ziajkowska


Spacer zaczynamy tam, gdzie Ząbkowska przechodzi w Radzymińską, bo tu rzuca się w oczy (także przy wieczornym oświetleniu) najnowsza zmiana w tej części miasta – czerwone pasy rowerowe z obu stron Radzymińskiej. Oto spisana opowieść Krzysztofa Michalskiego.

Prawe płuco centrum Warszawy

Radzymińska to oś Szmulowizny. Pasy wykonano zgodnie ze sztuką, ale gotowy projekt budzi mieszane uczucia, zwłaszcza ze strony zmotoryzowanych. Głównymi beneficjentami zmiany będą osoby, które tu mieszkają. Dzięki pasom i wyznaczeniu dodatkowego przejścia dla pieszych na wysokości ul. Grodzieńskiej ruch się uspokoi. Uważam, że to naturalna kolej rzeczy – oddano Trasę Świętokrzyską, więc czas wdrażać koncepcje związane z uspokojeniem ruchu, które są zapisane w miejskich dokumentach, a wprowadzane są z jakąś taką dozą ostrożności.

Na Radzymińskiej było mnóstwo stłuczek, potrąceń. Ja też jeżdżę samochodem i wiem, że z Grodzieńskiej w Radzymińską nie można było łatwo włączyć się do ruchu. Pewnie za kilkanaście dni, jak wszyscy się przyzwyczają, ruch jednym pasem będzie się odbywał płynnie. A wraz z kontynuacją projektu (przypomnę, że w pierwszej edycji budżetu partycypacyjnego wygrał projekt pasów m.in. na Ząbkowskiej, Okrzei, Kłopotowskiego, ale nie został dotąd zrealizowany) ta część centrum Warszawy – bo Pragę uważam za prawe płuco tego centrum – będzie zdecydowanie bardziej wygodna i przyjazna do życia, szczególnie z perspektywy tych mniej uprzywilejowanych na drodze, tj. pieszych, niepełnosprawnych, rowerzystów i osób korzystających na co dzień z komunikacji publicznej.

Jeżdżę codziennie do tej lewej części centrum, tam pracuję, ale tutaj staram się kupować, chodzić do kina, tu płacę podatki. Kilka lat temu przeprowadziłem się na Szmulowiznę. To był wybór ekonomiczny, bo choć ceny nieruchomości już wtedy szły w górę, tutaj wciąż było taniej. Poza tym zawsze się interesowałem autentycznymi starymi przestrzeniami, więc mnie tutaj ciągnęło.

Od początku angażuję się w rozmaite inicjatywy, dlatego zgłosiłem się też na animatora w programie rewitalizacji. Swoje dyżury w tej funkcji pełnię w Domu Sąsiedzkim „Szmulowizna”, w komunalnym lokalu przy Łochowskiej. Ten dom to też element działań rewitalizacyjnych. Brakowało tu takiego miejsca, gdzie można wyjść, pogadać, zaprosić na kawę. Gdy wprowadzono budżet partycypacyjny, zaczęliśmy jako Stowarzyszenie „Michałów” o takie miejsce zabiegać. Konsekwentnie zgłaszaliśmy taki projekt w trzech kolejnych edycjach, głosowało na niego wielu mieszkańców, w końcu te zabiegi dostrzegło Centrum Komunikacji Społecznej. Został ogłoszony konkurs, wygrała organizacja pozarządowa. Od stycznia tego roku możemy się cieszyć domem sąsiedzkim.

Wielka potrzeba bardzo lokalnej informacji

Moja rola w programie rewitalizacji to animowanie mieszkańców Szmulowizny do działania w sferze kulturalno-społecznej, informowanie o ofercie, sieciowanie różnych podmiotów, by ten potencjał zwiększać. Ale siłą rzeczy dla wielu ludzi ja i nasze stowarzyszenie jesteśmy informatorami o tym, co się dzieje w okolicy i oczywiście w rewitalizacji. Wciąż się przekonuję, że potrzeba takiej lokalnej informacji jest bardzo silna.

Myślę, że sfera komunikacyjna programu wymaga pewnych usprawnień. Ale to się dzieje. Jest sporo informacji w internecie. Wszyscy się uczą. My, animatorzy, też. Wiem przecież, że kiedy o trudnych sprawach się z ludźmi na serio rozmawia, to są w stanie ponosić pewne ciężary, gorzej, gdy są zaskakiwani i niedoinformowani.

Tzw. drewniak Burkego przy KawęczyńskiejTzw. drewniak Burkego przy Kawęczyńskiej KUBA ATYS


Jako mieszkańcowi Szmulowizny też mi zależy, żeby jakość życia się tu poprawiała. Niektórzy nadal mieszkają w standardach jak z XIX w. Takie warunki były w miejscu, do którego dochodzimy. To drewniak Burkego, wysiedlony kilkanaście miesięcy temu. To jeden z dwóch starych drewnianych budynków na Pradze, pamięta czasy cara Mikołaja II. Wpisany dzięki staraniom naszego stowarzyszenia do rejestru zabytków. Ale jeśli ZGN nie weźmie się do remontu, to za parę lat nie da się go uratować, a to unikat. Kiedy przyprowadzam tu grupę na spacery, ludzie są zdumieni i zachwyceni.

Kawęczyńska generalnie przeszła już namacalne zmiany w ostatnich latach. Lubię dla kontrastu porównywać ją z Ząbkowską, która jak większość praskich ulic jest taką półmroczną przestrzenią, bo tam są te rtęciowe lampy. A Kawęczyńska wyremontowana cztery lata temu to zupełnie inny świat dzięki białej barwie oświetlenia, jaką emitują stylizowane latarnie, tzw. pastorały. Oczywiście nie wszystko tu jest OK. Są zniszczone ławki i zdezelowane kosze na śmieci. I my o to męczymy urzędników, o naprawy bieżące, bo jak tego nie będzie, to jeszcze kilka lat i znów będzie trzeba kompleksowo remontować całą ulicę za duże pieniądze.

Ulica KawęczyńskaUlica Kawęczyńska FOT. KUBA ATYS


Większość domów przy Kawęczyńskiej jest doposażona w c.o., ZGN stopniowo je modernizuje. One nie są przeznaczone w pierwszej kolejności do odnawiania elewacji, ale to dlatego, że w porównaniu z kamienicami z innych rejonów nie wyglądają tak źle.

Przy „Druciance”, z widokiem na spichlerz Michla

Wejdźmy w ul. Wojnicką. Przestrzeń może nie zachwyca, ale są tu też miejsca aktywności. Pub Pantograf z klimatem już nie działa, ale po drugiej stronie są ognisko i świetlica dla młodzieży prowadzone przez Fundację „Arka”. Sponsoruje je słynny piłkarz Lukas Podolski.

Siedziba fundacji Arka na Szmulowiźnie, której sponsorem jest Lukas PodolskiSiedziba fundacji Arka na Szmulowiźnie, której sponsorem jest Lukas Podolski FOT. KUBA ATYS


Przed nami widać kompleks zabudowań Fabryki Drutu, Sztyftów i Gwoździ, czyli „Drucianki”. Jej pierwsze zabudowania pochodzą z końca XIX w., ale właśnie ta historyczna część to dziś miejsce umierające, choć jest naprawdę unikatowe, a „Drucianka” to kolebka polskiego ruchu robotniczego – tu pracował organizator strajków Karol Wójcik, po wojnie zakład nosił jego imię.

Dziś na części zakładu działa m.in. firma Yeti, producent ubrań, kurtek puchowych i akcesoriów sportowych światowej klasy. Zatrudnia do produkcji ludzi stąd, z Pragi, Targówka, Ząbek.

Doszliśmy do Trasy Świętokrzyskiej. Jako mieszkańcy toczyliśmy boje o park, którego pozostałość widać. Walczyliśmy, żeby trasę przesunąć bliżej torów kolejowych, i trochę się udało, niemniej jednak 40 proc. terenu parkowego poszło pod topór. Żeby jednak nie patrzeć tylko pesymistycznie – dziś dzięki tej ulicy mieszkańcy położonej między torami kamienicy przy Kawęczyńskiej 64 nie tylko mają wygodne dojście do autobusu i wyjazd, ale też na wyciągnięcie ręki jest Targówek Fabryczny.
Stamtąd dziś bliżej na Pragę, Szmulki niż na Targówek Mieszkaniowy i Bródno, oddzielone barierą al. „Solidarności” i linią wołomińską. Na Targówku Fabrycznym dużo się zmienia, przy Siarczanej mają powstać centrum kultury i teren rekreacyjny. Może na granicy Targówka i Pragi będzie kolejna przyjazna przestrzeń, nowe miejsce do życia, strefa po nowemu zabudowana.

Spichlerz MichlaSpichlerz Michla ADAM STĘPIEŃ


Stąd można podejść do spichlerza Michla. Góruje nad okolicą. Jego remont, o co zabiegamy od ponad siedmiu lat, i stworzenie w nim domu rzemiosła, co zapowiedziało w tym roku miasto, to wyzwanie. Zresztą część rzemieślników, którzy tu mieli przejść z Podskarbińskiej, jest już stąd o rzut beretem, na Zabranieckiej na Targówku Fabrycznym. To unikatowy budynek pofabryczny, jest w rejestrze zabytków.

Najstarsze zabudowania „Drucianki” nie miały tego szczęścia. Teraz w oknach nie ma już szyb, wszystko niszczeje. Za kilka lat może nic z nich nie zostanie. A to obiekt na miarę Konesera. Niestety, własność nieruchomości jest tu pogmatwana.

Ul. Objazdowa 1. Pozostałości najstarszej części zabudowań dawnej 'Drucianki' Ul. Objazdowa 1. Pozostałości najstarszej części zabudowań dawnej 'Drucianki'  ADAM STĘPIEŃ

Niezapomniany widok na bazylikę

Niszczejąca część „Drucianki” znajduje się przy ul. Objazdowej 1, parę kroków od bazyliki Najświętszego Serca Jezusowego z kompleksem zakonnym. Współpracujemy z parafią przy różnych wydarzeniach. Przy bazylice działa teatr, instytucja kultury, która może być nośnikiem zmian społecznych. Mamy w najbliższej okolicy więcej takich podmiotów. W dawnej Fabryce Trzciny dziś działa Mała Warszawa, centrum kulturalno-eventowe, które – mam nadzieję – nie będzie powielać błędów poprzedników i stanie się bardziej otwarte dla mieszkańców, także pod względem cen.
Mamy Dzielnicowy Ośrodek Sportu, z którego powszechniej mogliby korzystać mieszkańcy, ale to też przestrzeń komercyjna – koszt wynajęcia boiska to kilkaset złotych za godzinę. Wielu działających na Pradze klubów na to nie stać.

Bazylika Najświętszego Serca Jezusowego przy KawęczyńskiejBazylika Najświętszego Serca Jezusowego przy Kawęczyńskiej FOT. KUBA ATYS


Tak przy okazji zachęcam do wieczornego spaceru w okolicach bazyliki. Świątynia to architektoniczna perełka, jest podświetlona, z różnych miejsc widać ją inaczej. Takiego widoku mogą nam pozazdrościć nawet ci, którzy mieszkają przy Starym Mieście. Plac przed kościołem to własność parafii, a nie miasta, ale udaje się go wykorzystywać na publiczne wydarzenia. Nasze stowarzyszenie razem z parafią współorganizowało tu niedawno potańcówkę z udziałem praskich kapel i to była bomba.
Rozmawiałem wstępnie z księżmi, by część placu spróbować zamienić na lodowisko (funkcjonowało przed wojną). To jest bardzo uczęszczane miejsce, wytypowane zresztą w miejskim planie jako jedno z centrów lokalnych. Tu krzyżują się drogi mieszkańców, obok powstaje skwer. Blisko są przychodnia, szkoła wyższa, podstawówka. To może być miejsce wielu aktywności dla mieszkańców. Wydarzenia trzeba tu organizować z myślą o nich, pamiętając, że wielu chętnie się włącza, jeśli nie trzeba płacić.

Na Grajewskiej jakby zapowiedź woonerfu

Z jednej strony bazyliki ciągnie się ul. Siedlecka, gdzie niedawno był wybuch gazu i pożar, kamienicę ewakuowano. Blisko jest fabryka Avia, prawdopodobnie najstarszy, wciąż działający zakład przemysłowy w Warszawie. Jej początki sięgają 1902 r. Dziś produkuje obrabiarki precyzyjne, ale przed wojną wytwarzała m.in. silniki lotnicze i elementy podwozi do słynnych bombowców Łoś. Ciekawa jest jej niedawna historia. Była państwowa, ale przekształciła się w spółkę pracowniczą i działa tak do dziś. Ma się dobrze, buduje nową halę. To pozytywny przykład transformacji gospodarczej po 1989 r.

Widok ul. GrajewskiejWidok ul. Grajewskiej FOT. KUBA ATYS


Wchodzimy w ul. Grajewską. Kameralna ulica, można ją dokładniej zwiedzić. Pod numerem 2 budynek wciąż działającej przedwojennej spółdzielni mieszkaniowej, dziś z prywatnymi mieszkaniami i odremontowanym podwórkiem. Pod czwórką budynek z lat 30. i niezły przykład rewitalizacji, jaki ZGN zrobił przed kilku laty. Odtworzono boniowania, odnowiono balustrady balkonów. Choć można się przyczepić do przejazdu bramowego i tego, że nie założono domofonu.

A tu dalej też ciekawy przypadek. Spółdzielnia jako pierwsza zrobiła remont, odnowiła fasadę, następnie swój budynek odremontował ZGN. W tym roku ich śladem poszła wspólnota mieszkaniowa Grajewska 6/8 i też zrobiła remont. Powstał odnowiony fragment ulicy. Warto o tym pamiętać, dobre przykłady się rozlewają. Nie ma przesady w tym, że miejski program rewitalizacji będzie siłą sprawczą na wielką skalę. Inni właściciele nieruchomości pójdą w ślady miasta. Sąsiad nie chce być gorszy.

Na tej ulicy jest szczególnie ładnie wiosną. Mamy tu otoczone metalowymi płotkami zielone pasma wzdłuż ulicy. To jeden z pierwszych aktów naszej działalności. Wcześniej te miejsca rozjeżdżały samochody. Dziś mamy jakby namiastkę woonerfu.

Warszawa w kwiatach na Łochowskiej

I tak dochodzimy do Łochowskiej. Pod numerem 52 jest jeden żeliwny balkon. Na pierwszym piętrze. W lecie wygląda jak wielobarwny ogród. Właścicielka zdobyła w tym roku drugą nagrodę w konkursie „Warszawa w kwiatach i zieleni”. A cały budynek został ostatnio doposażony w c.o. (ale wciąż czeka na podłączenie do sieci).
Przed budynkiem jest ciekawa przestrzeń do zaaranżowania. A na wprost ul. Zachariasza, idealna na woonerf, miejski podwórzec. Kiedyś mieszkał tu Zbigniew Romaszewski.

Kolejne ciekawe miejsce w pobliżu to zespół szkół przy Otwockiej 3. Przed wojną były tu cztery szkoły, po wojnie – pierwsza siedziba warszawskiego ratusza. Staraliśmy się o wpisanie zespołu do rejestru zabytków, ale sprawa utknęła. Musimy też zainterweniować w sprawie sąsiadującego podwórka. Jest całe wyłożone kocimi łbami. Nie jest najłatwiejsze do chodzenia, ale robi klimat. Kiedy ostatnio wpisywano stare bruki do ewidencji zabytków, o tym podwórku zapomniano.

Na spacerze w tym rejonie warto zajść na Łomżyńską. Jest tu nowo wyremontowana przez ZGN kamienica pod numerem 27. Sąsiednia (nr 29) czeka na remont, ale ta pierwsza przyciąga oko swoją schludnością.

Odremontowana kamienica przy Łomżyńskiej 27Odremontowana kamienica przy Łomżyńskiej 27 Fot. Jakub Chełmiński

Mamy też TBS na rogu Łomżyńskiej i Otwockiej. Trochę dominanta, ale dobrze się wpisuje w otoczenie, nadbudowa jest cofnięta. Przy Łomżyńskiej powstaną kolejne TBS-y – najpierw pod numerem 20, potem pod 26. A tu budynek pod numerem 18 – objęty roszczeniami, więc na razie raczej nie będzie remontowany.

Stąd łącznikiem dochodzimy do Łochowskiej. Dziś przybysza z zewnątrz to miejsce nie zachęca, zwłaszcza nocą. Ale mieszkańcom zależy, by wspólnie zagospodarować tę przestrzeń między przyszłymi TBS-ami a ich kamienicami. Tu też jest nasz dom sąsiedzki, moje miejsce dyżurowania, wokół domy zreprywatyzowane, objęte roszczeniami i do rewitalizacji. Staram się – w miarę możliwości i wiedzy – wyjaśniać ludziom, którzy do mnie przychodzą, co tu planuje miasto, rozwiewać ich różne niepokoje.

Wszystkie strachy lokatorów

Lokatorzy z kamienic przeznaczonych do gruntownych remontów rzeczywiście mówią, że my się wyprowadzamy i już tu nie wrócimy. Mówią: inwestowaliśmy w domy, płacimy czynsz, chcemy remontu i chcemy w nim w jakimś stopniu uczestniczyć. Jeśli da się zostać w budynku. Bo nikt nie lubi zmian. Bo ludzie muszą się przenosić do mieszkań, do których nie pasują dotychczasowe meble, muszą je urządzać na nowo. Miasto i dzielnica zapewne chciałyby, żeby te zmiany następowały szybciej. A tu się okazuje, że oprócz wykwaterowań z powodu rewitalizacji trzeba zapewnić mieszkania ludziom z budynków zagrożonych przez budowę metra, pogorzelcom. To wszystko spowalnia rytm działań. Uwagi i inne problemy, które ludzie mają z przeprowadzką, staram się przekazywać dalej. No ale ja nie decyduję.

ADAM STĘPIEŃ

Jeszcze żaden budynek w tym rejonie nie został wykwaterowany z powodu modernizacji ani tym bardziej wyremontowany i ponownie zasiedlony, więc do końca nie wiem, jak to będzie wyglądać. Znam deklaracje miasta, że każdy mieszkaniec ma prawo powrotu do swojego odnowionego mieszkania. A jeśli jego mieszkanie ulegnie likwidacji, to ma prawo do powrotu w okolice zamieszkania. Tak powinno być i zawsze informuję mieszkańców o możliwości wpisania takiej deklaracji na formularzach składanych w związku z przeprowadzką.

Jaka będzie Praga po rewitalizacji

Chciałbym, żeby to była kiedyś dzielnica tętniąca życiem, przyjazna dla każdego: starszych, młodych, dla tych, którzy żyją tu od pokoleń, i tych, którzy rozpoczynają tu warszawską przygodę, oraz dla tych, którzy sprowadzają się z innych dzielnic, bo szukają autentycznej starej Warszawy. Praga ma szanse zachować swój charakter.

Pamiętajmy też, że remonty mieszkań są potrzebne, ale zmianom mieszkaniowym powinny towarzyszyć zmiany infrastrukturalne. Praga nie może być tranzytowa, po Ząbkowskiej nie mogą jeździć rzędy tirów. Wewnątrz dzielnicy muszą być ulice lokalne, nieprzelotowe. Bo co z tego, że odnowimy budynki, jak nadal nie będzie można otworzyć okna ze względu na hałas samochodów sunących po ulicach.

Praga to już dziś najlepiej skomunikowany teren w Warszawie. Uważam, że przeniesienie się tu było dobrym wyborem. Zmieniło też moje życie, bo to, co tu zobaczyłem, sprawiło, że zacząłem się jeszcze mocniej angażować na rzecz innych. Choć jednocześnie działam też w pewnym sensie dla siebie, dla swojej rodziny. Tak to jest. Beneficjentami rewitalizacji będą przecież nie tylko ludzie, którym ZGN odremontuje kamienicę, ale my wszyscy, mieszkańcy Pragi. Bo rewitalizacja przyniesie nowe możliwości dostępne dla każdego: odnowione tereny zielone, wyremontowane i rozświetlone ulice, poprawę bezpieczeństwa pieszych, bardziej sensowną organizację ruchu. Z tego będziemy wszyscy korzystać.

Notował: Wojciech Tymowski

Krzysztof Michalski jako animator programu rewitalizacji dyżuruje we wtorki w godz. 17.30-18.30 w Dom Sąsiedzkim „Szmulowizna”, ul. Łochowska 31.

——————————————————

Specjalny serwis o rewitalizacji

Co oznacza dla Pragi i Targówka siedmioletni plan rewitalizacji? Na co idą pieniądze, co planują władze miasta, czego oczekują mieszkańcy? Rozmawiamy z urzędnikami, ekspertami, mieszkańcami z rewitalizowanych obszarów. Nasz serwis warszawa.wyborcza.pl/rewitalizacjapragi